Polskiej Izby
Turystycznej
Skontaktuj się z nami telefonicznie:
tel. 801 535 545
tel. 12 422 50 61
tel. 12 422 22 09
lub porozmawiaj z kórymś z naszych konsultantów:
Wyprawa Łukiem Karpat Ukrainy [ANI]
Rafał Janicki
"Wyprawa Łukiem Karpat Ukrainy"
Mapy i Orientacja :
Obecnie najlepszymi mapami Karpat Ukrainy są nadal reprinty starych polskich map wojskowych z których korzystaliśmy. Oczywiście bez umiejętności posługiwania się kompasem i orientacji w terenie nawet najlepsza mapa nie pomoże. Poza nielicznymi ? brak szlaków. Zawsze dobrze jest zapytać miejscowych o drogę którzy chętnie ja pomogą.
Noclegi :
W górach brak schronisk tak wiec namiot i ciepły śpiwór jest niezbędny. Temperatury w nocy mogą spaść nawet poniżej 10 stopni i to w środku lata.
W nielicznych wioskach można przenocować w Turbazach ? odpowiednik ? schroniska/hotelu. Cena to ok. 12 zł za dobę w tym ciepła woda i prysznice.
Zawsze można zapytać w wiosce czy ktoś wynajmuje domki. Lub poprosić gospodarza o nocleg.
Jedzenie :
Ogólnie jedzenie na Ukrainie jest tanie i smaczne ? wyłączając mięso i wędliny. Zdecydowanie nie polecamy Ukraińskich konserw gdyż są niesmaczne i często mocno przeterminowane. Obiad z piwem w restauracji to wydatek ok. 12 ?15zł
Zagrożenia w Górach :
- Brak szlaków
- Szybko zmieniająca się pogoda.
- Brak wody na w górnych partiach pasm Czarnohory, Swidowca i Gorganów. Trzeba po nią z chodzić głęboko w doliny co w Goraganich jest prawie nie możliwe.
- Duże odległości do wiosek mogą być utrudnieniem w sprowadzeniu pomocy w razie ewentualnego wypadku.
11.07.2006
Oficjalnie rozpoczęliśmy wyprawę w Przemyślu stad za 2zł busem przetransportowaliśmy nasz sprzęt. Na granicy 30 minut oczekiwania. W kolejce z przemycającymi wszystko babciami i młodymi cwaniakami. Przy okazji okazało się ze by przejść przez granicę trzeba wypełnić kartę imigracyjną ? podać cel i miejsce docelowe pobytu na Ukrainie wraz z dokładnym adresem. Chwilę zastanawiamy się co wpisać ? wpisujemy ?Zełene ? i wymyślony numer domu ;) Przez co na pytanie celniczki ?szo to je Zelene? musieliśmy kobiecie wytłumaczyć ze to wioska w górach i schronisko górskie. Na szczęście udało się i po chwili wymieniamy pieniądze na hrywne i pakujemy się do busa do Lwowa (9.50hr) Następne 3h jedziemy niemiłosiernie stłoczeni w 35 stopniowym upale. We Lwowie pod stacją kolejową gdzie zatrzymują się wszystkie busy dopada nas jakiś koleś który zaczął się wypytywać gdzie jedziemy. Gdy dowiedział się ze jedziemy w rejon Czarnochory. Powiedział ze za 30 min mamy autobus z dworca po drugiej stronie Lwowa i zaproponował ze za ?jedyne? 10hr/od osoby zawiezie nas na niego. Niewiele się zastanawiając daliśmy się namówić i stara zdezelowaną wołgą dotarliśmy na 5 min przed odjazdem na dworzec. Po chwili usadowiliśmy się wygodnie na tylnich siedzeniach ? jak się okazało na następne 7h :P po których dotarliśmy do Jaremczy(19 wieczorem).Tam po zaciętych targach z busiarzem wynegocjowaliśmy ze za 120 hr. zawiezie nas do Dzembroni u podnóża Czarnohory. Ostatecznie o 21wieczorem lądujemy w chatce u pani Parazki, u której można wynająć ?domek? 5hr. Wymęczeni idziemy spać. Jutro rano wreszcie wyruszymy w góry. cdn..
16.07.2006
Następnego dnia(12,07,06) wyruszyliśmy na główny grzbiet Czarnohory który przywitał nas burzą z gradem i ogłuszającymi piorunami. Przez co musieliśmy zrezygnować z wejścia na szczyt Popa Iwana na którym znajdują się ruiny przedwojennego polskiego schroniska i obserwatorium astronomicznego. Trzeba zaznaczyć ze przy dobrej pogodzie wędrówka głównym grzbietem Czarnohory nie nastręcza większych trudności ponieważ wszystkie ścieżki są dobrze widoczne. Jednak przy załamaniu pogody gdy góry zakrywa mgła i chmury ? wyznaczenie trasy marszu bez kompasu i mapy jest praktycznie niemożliwe gdyż brak tam szlaków. Bardzo pomocne stają się wtedy stare polskie słupki graniczne sprzed 1939r. Najwyższym szczytem Pasma i zarazem Ukrainy jest Howerla na którą dotarliśmy w strugach deszczu 2 dnia naszej wędrówki. Tu spotykamy kilka grup turystów w tym 2 goprowców z polski. Dalej nasz marsz wiódł bardzo wygodnym płajem ? drogą która biegnie po poziomicy, bez spadku i przewyższeń terenu. Był to najpiękniejszy widokowo odcinek na całej Czarnohorze. Wędrując wzdłuż wielkich zboczy Petrosa, można podziwiać panoramę głównego pasma a także rozległe doliny w których od czasu do czasu można spotkać szałasy pasterskie. Ostatnią noc na Czarnohorze postanowiliśmy spędzić w schronisku które mieliśmy zaznaczone na naszej mapie. Jakież było nasze zdziwienie gdy dotarliśmy na miejsce i zobaczyliśmy starą rozpadającą się chatę, którą samotnie zamieszkiwał stary pasterz. Mężczyzna jednak zgodził się byśmy przenocowali w jego chacie. Rozpalił w piecu a na stole postawił lampę naftową gdyż zbliżał się zmrok. Pasterz mieszkał tylko w jednej izbie w której rogu stał żeliwny piec, za wyposażenie służył mu tylko stół zbity z desek i ława , a także łóżko pokryte słomą i narzutą na którym spał ze swoim psem o imieniu Rzek. Wieczorem podziwialiśmy zachód słońca nad Bliźnicą, kolejnym szczytem który zamierzaliśmy zdobyć. Następne dni to wędrówka bezkresnymi połoninami Swidowca, w kierunku upragnionych Gorganów. Na Świdowcu można podziwiać wielkie doliny polodowcowe. Cały grzbiet pokryty jest niską trawą która stwarza wyśmienite warunki do wypasu owiec, tak wiec dość często można spotkać pasterzy ze swoimi stadami i tabuny pół dzikich koni. A przy odrobinie szczęścia usłyszeć niesione wiatrem tajemnicze dźwięki pasterskich piszczałek. Po 3 dniach marszu na Świdowcu do tarliśmy do Ust-Czornej ? jednej z niewielu miejscowości o turystycznym charakterze na naszym szlak. Można tu przenocować w turbazie czyli odpowiedniku polskiego schroniska ? hotelu. Stad po uzupełnieniu zapasów wyruszyliśmy w Gorgany
20.07.2006
Z Ust - Czornej wyruszyliśmy w Gorgany na ich nawyższy szczyt Sywulę. Jak to na Ukrainie, sprawy przybrały nieoczekiwany obrót : po drodze spotkaliśmy kierowców starych radzieckich ciężarówek ,którzy zajmowali się zwożeniem drzewa z gór. Zaproponowali nam że nas podwiozą, gdyż jadą w lasy koło Sywuli. Posatnowilśmy skorzystać z nadążającej się okazji i następne 20km pokonaliśmy podskakując na dziurawej drodze ? kurczowo uczepieni metalowych konstrukcji naczepy. Przy okazji mogliśmy zaobserwować jak wygląda praca kierowcy ? co każde piec kilometrów w głąb lasu zatrzymywano się przy leśniczówkach gdzie podpisywano odpowiednie dokumenty, przy okazji raczono się trunkami wysoko procentowymi. Następnie pokonywano jak najszybciej kolejny odcinek w ogłuszającym ryku silników i rosyjskiego dico-polo wydobywającego się z szoferki. Gdy dotarliśmy na miejsce mogliśmy zobaczyć w jaki sposób transportuje się ścięte drzewa ze stromych górskich zboczy. Odbywa się to przy pomocy koni które ciągną na dół spięte łańcuchami bale.
Dolina w której się znaleźliśmy była w prawdzie blisko naszego celu jednak nie prowadził z stamtąd żaden szlak a nawet ścieżka na Sywulę. Postanowiliśmy iść na przełaj kierując się jedynie mapą i kompasem. Las jednak okazał się tak gęsty i pełen powalonych drzew i wykrotów ze nie było sposobu by przejść z ciężkimi plecakami. Jedynym rozwiązaniem był marsz potokami. Następne godziny to męcząca wędrówka po kostki w wodzie przez dzewiczy las którego podszycie było pokryte niesamowicie grubymi dywanami mchów. Szczęśliwie udało nam się nie zabłądzić i przed zachodem słońca dotrzeć do podnóża Sywuli. Tej nocy po raz pierwszy podczas wyprawy mogliśmy obserwować gwiazdy, których blasku nie tłumiło żadne światło. Niezapomniane wrażenie. Przez następne dni wędrówki nie spotkaliśmy na naszej drodze żadnych turystów. Wędrówka przez Gorgany to przedewszystkim przedzieranie się przez gęstą kosówkę i pokryte zielonymi kamieniami szczyty. Jednak widoki wynagradzały trudy marszu. Jak okiem sięgnąć widać po horyzont Karpaty a do okoła żadnych osad ludzkich ? tylko dzikie i dziewicze góry.
Właśnie tam już na pograniczu Gorganów i Bieszczad Wschodnich mieliśmy najmilszą przygodę podczas wyprawy. W wyniku pomyłki źle obliczyliśmy zapasy prowiantu przez co ostatni dzień w Gorganach musieliśmy wędrować bez jedzenia i wody aż do momentu gdy natrafiliśmy na pasterski szałas. Tam chcieliśmy zakupić coś dojedzenia od pasterz ? ci jednak nie zgodzili się i powiedzieli ze mogła nas ?tylko ugościć?. Posadzili nas przy drewnianym stole i zaczęli wyciągać różne przysmaki. Na stole pojawiły się różne rodzaje owczego sera, słonina, pasztet, chleb, suszone mięso i gotowana na ognisku zupa. Wszystko było przepyszne. Po poczęstunki obowiązkowo musieliśmy napić się wódki z pasterzami by przypieczętować zawartą przyjaźń. O mały włos a śmiertelnie obrazili byśmy naszych gospodarzy ? chcąc zapłacić za posiłek. Na pożegnanie pasterze odprowadzili nas by pokazać nam dalszą drogę i życząc nam ?wsio dobre? dla nas i dla naszych rodzin do aż 10 pokolenia ? poprosili aby ich jeszcze kiedyś odwiedzić. Następnego dnia dotarliśmy już w Bieszczady
25.07.2006
Bieszczady Wschodnie, są o wiele niższe i bardziej zaludnione. Jako że zakładaliśmy ze ten odcinek przejdziemy wzdłuż starej polskiej granicy maszerowaliśmy przez kilka dni mało wybitnymi szczytami, bardzo często lasami. Niestety w tym rejonie aż do granicy polskiej nie zachowały się stare słupki graniczne z przed 1939r. Prawdopodobnie zostały one usunięte podczas instalacji gazociągu który biegnie na długości ok. 50 km pod szczytami głównego działu wodnego Karpat. Brak słupków stwarzał nam problemy orientacyjne. Dlatego też dość często schodziliśmy do wsi. By zapytać o drogę. Stwarzało to jednak możliwość kontaktu z miejscową ludnością. Trzeba zaznaczyć ze wszystkie stereotypy dotyczące Ukraińców tak często powtarzane w Polsce są zaprzeczeniem tego z czym może spotkać się wędrowiec. Wszędzie gdzie się pojawialiśmy spotykaliśmy niesamowicie pozytywnie nastawionych ludzi którzy nieraz bez interesownie proponowali nam pomoc, czy nocleg. Nie czuliśmy się też w jakikolwiek sposób zagrożeni. Czasem gdy pytaliśmy o drogę powodowało to nie małe zbiegowisko gdyż każdy przechodzący chciał nam pomóc i każdy miał swoja teorię w którym kierunku powinniśmy iść. Przed ostatniego dnia zdobyliśmy Pikuj ostatni najwyższy szczyt na naszym szlaku. Bardzo się ucieszyliśmy bo mogliśmy zobaczyć już nasze polskie Bieszczady w promieniach zachodzącego słońca. O zmroku złożyliśmy biwak na szczycie połoniny która ciągnie się aż do wsi i przełęczy Użok przy granicy z polską. Noc na pod gwiazdami przy ognisku pozostanie w naszej pamięci jako jeden z najmilszych biwaków wyprawy. Następnego dnia wieczorem, gnani przez burze dotarliśmy do celu - wsi Użok która leży u podnóża szczytu Opołonek który jest najdalej wysuniętym na południe skrawkiem polski. Tu oficjalnie zakończyliśmy naszą wyprawę po 14 dniach marszu. Następnego dnia wróciliśmy do polski.

Opublikowane na stronach internetowych www.transsyberyjska.pl materiały,
informacje lub ceny nie stanowią oferty w rozumieniu przepisówkodeksu cywilnego.
Transsyberyjska.pl to pierwsze wyspecjalizowane w wycieczkach do Chin, Indii, Rosji oraz krajów byłego ZSSR biuro podróży powstałe w Krakowie w 2005 r. Własne wycieczki do Moskwy czy St. Petersburga uzupełniamy starannym wyborem wycieczek i wypraw naszych partnerów.
Stałym punktem naszej oferty wycieczkowej są wczasy na Krymie - nie jest przesadą twierdzenie iż, nasze biuro podróży ma najtańsze wycieczki na Krym oraz najtańszą ofertę wczasów na Krymie. W przypadku transsyberyjskiej niska cena wycieczek i wczasów nie wpływa na jakość, gdyż cena wczasów na Krymie wynika z długoletniej współpracy z partnerami w Rosji, Ukrainie i na samym Krymie. Wczasy na Krymie oferujemy wraz z przelotem samolotem lub z dojazdem własnym. Podróżnym oferujemy także bilety kolejowe na Krym, a dokładnie bilety kolejowe ze Lwowa do Symferopola na Krymie. Oczywiście w naszej ofercie znajdziecie także bilety kolejowe po całej Ukrainie oraz bilety kolejowe z Ukrainy do Rosji np.: z Kijowa do Moskwy.
Wielu naszych Klientów podróżuje samodzielnie. Niemniej jednak wybierają nasze biuro podróży, gdyż oferujemy bilety kolejowe na kolej transsyberyjską i bilety kolejowe po całej Rosji. Niektórzy podróżują koleją transsyberyjską nie tylko nad Bajkał i do Irkucka, ale także do Chin czy Mongolii. Dla nich mamy bilety kolejowe do Pekinu czy Ułan-Bator w bardzo atrakcyjnych cenach.
Zgromadziliśmy na naszym wycieczkowym portalu także wyprawy do Chin od Tybetu po Chiny południowe, wyprawy i wycieczki do Indii od Varanasi po Bombaj oraz wyjątkowe wyprawy do Wietnamu, Mongolii czy po prostu nad Bajkał koleją transsyberyjską. Dla tych, którzy nie mają czasu na długą wyprawę np. na Kamczatkę proponujemy kilkudniowe wycieczki do Moskwy, St. Petersburga czy Lwowa lub Wilna na Litwie. Są to autorskie programy wycieczek do Moskwy lub stolicy białych nocy - Sankt Petersburga. Nasze biuro podróży organizuje wycieczki kolejowe do Moskwy i Sankt Petersburga co zapewnia wyjątkowy komfort podróżowania.
Ofertę wycieczek, wczasów, wypraw oraz biletów kolejowych uzupełniamy praktycznymi informacjami o na temat kolei transsyberyjskiej oraz relacjami z podróży.
Wyrabiamy też wizy do Rosji, Chin, Wietnamu i Mongolii, a dla klientów którzy zamawiają wizy i bilety kolejowe oferujemy atrakcyjne rabaty na wizy. Można powiedzieć, że mamy 100% skuteczności w wyrabianiu wizy do Rosji, Chin, Wietnamu i Mongolii, a nasze ceny wizy są najniższe na rynku pośrednictwa wizowego.
Zapraszamy na wyprawy!
Podróże służbowe | Hotele | Wizy | Krakow hotels | Wizy do Rosji | Wizy do USA | Wizy do Australii | Wycieczki do Chin | Tłumaczenia Kraków | Dubrovnik hotels | Transsiberian | Transsyberyjska bilety | Wynajem samolotów | Wizy do Dubaju | Porady prawne | Poland tours | Wizy do Chin Bilety kolejowe
Bilety kolejowe i wizy:
Kolej transsyberyjska bilety | Rosja wizy | Chiny wizy | Indie wizy | Wietnam wizy | Kazachstan wizy | Kolej Transsyberyjska




















