Brak oglądanych wycieczek
 
 

Jesteśmy członkiem
Polskiej Izby
Turystycznej
 

Skontaktuj się z nami telefonicznie:
tel. 801 535 545
tel. 12 422 50 61
tel. 12 422 22 09

lub porozmawiaj z kórymś z naszych konsultantów:

Marta

 

Tajlandia 2007r. ( Podróż poślubna) [ANI]

Bartek i Agata

 

" Tajlandia 2007 r. Nasza podróż poslubna "

 

08.08.2007

 

W środę 8 sierpnia wylatujemy na nasz upragniony urlop do Tajlandii.
Po wylądowaniu w Bangkoku i zakwaterowaniu się w rejonie Khao San mamy zamiar zwiedzić okoliczne atrakcje.
W drugim dniu uciekamy albo na Koh Lantę na południu albo na Koh Chang na wschodzie.
Co będzie potem, zobaczymy. Wykupiliśmy wizę dwukrotnego wjazdu bo jeśli starczy czasu chcielibyśmy się wybrać do pobliskiej Kambodży. Czas pokaże.

Mamy nadzieje, że będzie wiele okazji do uzupełniania bloga, jeśli nie to na pewno uzupełnimy go po powrocie:-)

------------------------

Poniżej przedstawiamy dotychczasowe koszty podróży oraz kilka informacji praktycznych:

- bilety lotnicze - 2700zł/os. - lecimy fińskimi liniami FinnAir. Tanie loty oferuje także rosyjski Aeroflot, ukraiński Aerosvit oraz węgierski Malev. Często można spotkać promocje z innych europejskim państw.

-ubezpieczenie - 160zł/os. - trochę drogo ale ubezpieczyliśmy się także od rezygnacji z biletów (rezerwacji dokonaliśmy już pół roku temu a nigdy nic nie wiadomo...)

-wizy tajskie - 100zł/os. za wjazd - w naszym przypadku po 200zł. Wizę można otrzymać już na lotnisku ale podobno często zdarzają się długie kolejki a chcemy ich uniknąć po tak długim locie. Poza tym wiza wydana na lotnisku jest ważna tylko na 14 dni.

Po zakupie biletów, ubezpieczenia i wiz już w tym momencie te wakacje stały się naszymi najdroższymi ale a podobno na miejscu już tylko taniej...oby :-)

 

Piszemy z terminala internetowego na lotnisku w Helsinkach. Mieliśmy trochę czasu pomiędzy wylotem do Bangkoku wiec pojechaliśmy do centrum. Helsinki całkiem ładne. Pierwsza rzecz jaka rzuca nam sie w oczy to wszechobecne drogi rowerowe:). Fajnie jakby w Polsce były takie... Po krótkim pikniku na trawce w samym centrum poszliśmy do portu. Jest bardzo ciepło ale chłodny wiatr znad morza uprzyjemnia spacer. Z Helsinek wylatujemy o 19:czasu polskiego.
Następny wpis będzie już z Tajlandii:)

 

09.08.2007

 

Po wylądowaniu idziemy wymienić pieniądze. Kurs na lotnisku jest podobno calkiem niezly wiec wymieniamy spora sume. Po wymianie kierujemy sie w strone wyjscia ale nowe lotnisko w Bangkoku jest tak duze ze chyba sie gubimy. Wychodzimy chyba jakims innym wyjsciem bo nie ma tuk-tukow:-). Po wyjsciu z klimatyzowanego lotniska uderza nas fala wilgotnego i goracego powietrza. Po chwili jestesmy cali spoceni. Bierzemy pierwsza lepsza taksowke i jedziemy w strone Kao San Road - mekki turystow w Bangkoku. Ze wzgledu na halas wybralismy pokoj 2 przecznice od Kao San. Niestety nasz kierowca chyba nie ma pojecia gdzie ma jechac bo co chwile zaglada nam do mapy miasta ktora dostalismy na lotnisku:-) W koncu wysadza nas na miejscu. Po krotszej chwili znajdujemy nasz hotelik(Cozy Guest House). Za klimatyzowany pokoj z TV placimy 750 Bathow(ok 60zl).

Na poczatku przezywamy maly szok. Trzeba bardzo uwazac przy przechodzeniu przez ulice bo pieszy jako najmniejszy uczestnik ruchu jest najmniej wazny:-) Chodniki zawalone sa wszechobecnymi straganami z doslownie wszytskim. Od ciuchow poprzez pamiatki po roznego rodzaju potrawy. Wszystko to powoduje ze miasto ma specyficzny zapach mieszanki slodkiego mleczka kokosowego, wszelich przypraw, smazonych na glebokim tluszczu potraw i kadzidelek. Momentami zapach jest az mdlacy i ciezko go wytrzymac.
Na kazdym kroku kierowcy tuk-tukow zaczepiaja i pytaja czy nie podwiesc. Na poczatku jest to zabawne ale z czasem meczace. Pare razy sie zgubilismy i nie moglismy nawet wyciagnac mapy bo kierowcy tuk tukow od razu nas zaczepiali.

Po drobnych zakupach i nocy w Bangkoku jutro wyjezdzamy na Koh Lante(wyspe na poludniu Tajlandii)

 

10.08.2007

 

Po poludniu jedziemy na dworzec kolejowy. O 17:05 mamy pociag do Trang ktory jedzie ok 14 godzin. Potem jeszcze autobusem ok 3 godziny i powinnismy byc na miejscu. W planach mamy wykupienie miejsc z kuszetka poniewaz jestesmy zmeczeni po podrozy. Niestety okazuje sie ze z powodu zblizajacych sie urodzin krolowej(12 sierpnia) wszystkie miejsca sa zajete na najblizsze dni. Jestesmy zmuszeni skorzystrac z uslug biura podrozy i pojechac autobusem z 3 przesiadkami...

 

11.08.2007

 

Po ponad 16 godzinnej podrozy w koncu jestesmy na miejscu. Bangalow zarezerwowalismy na dworcu w Bangkoku poniewaz czlowiek z biura podrozy powiedzial nam ze z powodu urodzin krolowej moze juz nie byc miejsc...
Za 2 osobowy bangalow placimy 900bathow(ok 75 zl).
Niestey stan daje duzo do zyczenia. Wyglada jak po przejsciu tsunami..

 

12.08.2007

 

W drugim dniu postanawiamy poszukac jakiegos lepszego miejsca. W miejscu w ktorym aktualnie jestesmy plaza jest bardzo kamienista i da sie plywac jedynie podczas przyplywu ale ze wzgledu na wysokie fale jest to zbyt niebezpieczne. Poza tym wzburzone morze wyrzuca w tym miejscu duzo syfu.

Wypozyczamy na caly dzien skuterek(350 bathow). Jezdzimy po wyspie i szukamy jakiegos lepszego miejsca do plywania. Pierwszy resort ktory odwiedzamy wydaje sie byc o niebo lepszy od tego w ktorym mieszkamy a w dodatku chca od nas 500 bathow(ok 40zl). Prawie nie chce sie nam wierzyc ze moze byc tak tanio i dlaczego my placimy prawie 2 razy wiecej!!? Mimo wszystko szukamy dalej. Jedziemy na poludnie wyspy. Tam znajdujemy za 500 bathow pokoj z klima, TV, ciepla woda i basenem do dyspozycji gosci. Juz chcemy rezerwowac ale stwierdzamy ze jesli mozemy miec "cos takiego" za tak niewiele to mozeby tak doplacic i miec juz cos na prawde pieknego.

Dziwnym zbiegiem okolicznosci spotykamy wczesniej poznana pare z Izraela ktorzy pokazuja nam miejsce w ktorym sami mieszkaja. Oczy wylaza nam z orbit. Cos takiego widzielimy tylko na filmach...najlepiej bedzie jak sami sobie zobaczycie na stronie www.baanlaanta.com . W dodatku placimy tylko 1200bathow(jakies 100zl za caly domek juz ze sniadaniem). Dlugo sie nie zastanawiamy:-) Nistety musimy spedzic jeszcze jedna noc we wczesniej zarezerwowanym miejscu.

 

13.08.2007

 

Wypozyczonym skuterkiem zwiedzamy wyspe. Udajemy sie do parku narodowego. Po drodze spotykamy dziko zyjace malpy, niestety nie chca z nami rozmawiac..:-) Wieczorem taplamy sie w naszym basenie:-)

 

14.08.2007

 

Jedziemy do wioski rybackiej po wschodniej stronie wyspy.
Przez cały dzień nie spotykamy ani jednego białego, miejscowi na każdym kroku pozdrawiają nas uśmiechami:-)
Po południu standardowo ulewa. Chowamy się do przydrożnej knajpki z której rozpościera się wspaniały widok na okoliczne wyspy. O tej porze roku jesteśmy chyba pierwszymi klientami w tym miesiącu.

 

15.08.2007

 

Cały dzień relaksu w morzu i w basenie. Wieczorem imprezka.
Barman częstuje nas chińską wódką z jaszczurki:-) Wypytauje nas o Polskę.
Robi wielkie oczy jak opowiadamy między innymi o zimowych temperaturach ok -10 stopni celcjusza i o śniegu. Dla nas to też trochę dziwne że śnieg można znać jedynie z telewizji:-P
Późno w nocy robi pokaz ogni, do obejrzenia tu: http://pl.youtube.com/watch?v=TzvkFf00Kg4

 

20.08.2007

 

Po kilku dniach relaksu, zwiedzania oraz miłego spędzania czasu z miejscowymi, wracamy do Bangkoku.
Planowaliśmy powrót do stolicy pociągiem ale okazało się w miejscowym biurze podróży, że lot kosztuje niewiele drożej bo ok 150zł. Mając w pamięci 16 godzinną podróż na Koh Lantę nie zastanawiamy się długo.

 

Po niespełna 2 godzinach lotu jesteśmy na miejscu:-)

 

21.08.2007

 

Nie tracimy czasu. Dzień wcześniej wykupujemy na Khao San wycieczkę do Damnoen Saduak na pływający targ. Ogólnie to ciekawe przeżycie ale zdecydowanie za dużo ludzi. Jeśli chodzi o pamiątki to raczej nie warto kupować w tym miejscu bo większość rzeczy można taniej kupić na Khao San(mimo targowania).

 

Po pływającym targu jedziemy do różanych ogrodów.
Różane ogrody to taki nasz skansen. Dodatkowo pokaz tresury słoni (po którym mamy raczej mieszane uczucia) oraz pokaz folkloru Tajskiego (tradycyjne wesele, elementy miejscowej mitologii i raczej zabawny pokaz boksu tajskiego:-P

 

22.08.2007

 

Dzisiaj dzień włóczenia się po okolicy.
Najpierw zwiedzamy Złotą Górę z której rozpościera się całkiem niezły widok na miasto. Idziemy bardziej na północ.
Zwiedzamy między innymi Dusit Zoo:-), targ kwiatowy oraz targ amuletów. Wracamy rzeką w okolice Khao San.
Po drodze spotykamy Hiszpanów, którzy usiłowali się dostać do Świątyni Leżącego Buddy ale po długiej przeprawie z kierowcą tuk tuka wożącym ich wszędzie tylko nie tam gdzie chcieli wylądowali po całkowicie innej stronie miasta:-)

 

23.08.2007

 

Jedziemy do Ayuthayi - jednej ze starożytnych stolic Tajlandii. Jeśli ktoś ma więcej czasu to można sobie rozłożyć zwiedzanie tego miejsca na 2 dni. Jest możliwość wypożyczenia rowerów. Wrażenia całkiem pozytywne - polecamy.

 

24.08.2007

 

Znowu włóczymy się po Bangkoku. Tym razem udajemy się do centrum miasta. Oprócz dużej ilości drapaczy chmur jest tam też duży park Lumphini w którym można uciec przed zgiełkiem miasta. W parku można spotkać ogromne jaszczurki. Niestety na widok ludzi uciekają:)

 

25.08.2007

 

To już ostatnie chwile naszego pobytu w Tajlandii więc czas żeby się porozglądać za pamiątkami dla rodzinki:)
Jedziemy na weekendowy targ Chatuchak który jest podobno największym tego typu targiem na świecie. Można tu kupić dosłownie wszystko. Od mebli przez ciuchy i różnego rodzaju pamiątki po zwierzęta. Niestety po 3 godzinach łażenia mamy dość. Nie sposób obejść całości w jeden dzień:)

 

26.08.2007

 

Ostatni Pad Thai. Ostatnie zdjęcia tuk tuków. Ostatni raz płyniemy łódką. Ostatni raz wchodzimy do świątyni..
Już tęsknimy. W ogóle nam się nie chce wracać do domu. Jeszcze tak dużo do zobaczenia. Niestety nie mamy więcej urlopu..:-(

 

28.08.2007

 

Wylatując z Bangkoku temperatura sięgała 33 stopni i przy tej wilgotności nawet nie myśleliśmy żeby ubrać coś cieplejszego...no i mamy za swoje. Jesteśmy jedynymi ludźmi na lotnisku w krótkich gaciach i klapeczkach:)

Przez prawie 3 tygodnie nie mieliśmy okazji spotkać w Tajlandii ani jednego Polaka. Na lotnisku w Helsinkach spotykamy pierwszego, kompletnie nawalonego, szukającego drogi do odprawy do Warszawy:-P Pozdrawiamy:))

 

Niestety już w domu. Szkoda że tak krótko. W planach mieliśmy jeszcze Kambodżę ale niespełna 3 tygodnie to w naszym przypadku zdecydowanie za mało. Dopiero co zaczynaliśmy się rozkręcać. Na pewno jeszcze wrócimy w te rejony ale już na dłużej..:-)

 

Wycieczki