Brak oglądanych wycieczek
 
 

Jesteśmy członkiem
Polskiej Izby
Turystycznej
 

Skontaktuj się z nami telefonicznie:
tel. 801 535 545
tel. 12 422 50 61
tel. 12 422 22 09

lub porozmawiaj z kórymś z naszych konsultantów:

Marta

 

Kaukaska odyseja [ANI]

autor: Olga Mielnikiewicz

 

26.03.2007

 

ma 3012 m n.p.m. Musa Aczitara - tak zwie się w narzeczu tubylców. Ulubiony szczyt narciarzy w Dombayu, głownie Rosjan, bo turyści zagraniczni wystraszyli się terrorystów z sąsiednich republik. Co drugi dzień wchodzę na Złodzieja. Czasem wjeżdzam kawałek kolejka, jeden lub dwa przystanki. Więcej wchodzących nie widzę. Śmigają wokół snowbordziści i narciarze. Widzę pana z małpką w czerwonym kubraczku i widzę ... wielbłąda. Co za dziwy! Mogę wchodzić tylko na Musę; wszystkie inne miejsca i szlaki niedostepne. Jest koniec marca, pełnia sezonu narciarskiego. Piechurzy przewidziani są na lato. Z Musy rozciąga się widok na Biełalakaję (podobna jest do Matterhorna), na Dombay Ulgen (czterotysięcznik - najwyższy szczyt w tej okolicy), dolinę lodowca Alibek, zapierający dech w piersiach. Tak prawdziwie szczęśliwa jestem właśnie wtedy...

 

27.03.2007

 

Wizbor to bard rosyjski, mniej znany niż Wysocki, Okudżawa czy Rosenbaum, ale równie dobry. Wizbora usłyszałam pierszy raz w Dambaju, u Huseina w kuchni. Husein to miejscowy "Indiejec". Tak mówi o nim Edik. Pochodzi ze Swanetii, czyli krainy po drugiej stronie kaukaskich wierszyn, a w Dambaju zarządza małym pensjonatem. Otóż pensjonat ten zajęła na kilka dni kilkunastoosobowa grupa narciarzy rosyjskich, miłośników pieśni autorskiej, dobrego wina, rosyjskiej mocnej gorzałki i nielichego koniaku. Towarzyszyłam im, jadłam z ich tariełek ich jedzenie, piłam z ich kubeczków ich napoje. Siedziałam z nimi po nocach słuchając śpiewu, gitarowych dźwięków. I wtedy Wania zapytał, czy znam Wizbora. Nie znałam, więc zaśpiewał....

Теберда, Теберда, голубая вода,
Серебристый напев над водой.
Теберда, Теберда, я хотел бы всегда
Жить в горах над твоею волной.
Серебрей серебра там бурунная рать
По ущелью бурлит, не смолкая,
Там в туманной дали бастионом стоит
Синеватая Белалакая.

Z okna kuchni "U Husejna" widać Bielalakaję (Pasiastą skałę), najpiękniejszą "szczytę" okolicy. Każdego dnia inną, otuloną szalem z mgieł, zasłoniętą chmurami, iskrzącą się swym kwarcem w słońcu. Uwielbiam przychodzić do pustej kuchni rano, robić sobie herbatę, siadać w oknie i patrzyć na nią. Po tym jak wygląda Bielalakaja można odczytać pogodę.

 

29.03.2007

 

Zrezygnowałam z nauki jazdy na nartach o słonecznym poranku z poznanym u Husejna Tatarem Renatem. Zamierzałam tego dnia dojść do jeziora Pstrągowego i przełęczy Kłuchorskiej. Jeszcze niedawno przez tę przełęcz można było dostać się do Abchazji, nad Morze Czarne. Prosto z gór na plażę. Teraz granica zamknięta, niedostępna. Wojska pograniczne zajęły Siewierny Prijut. Teraz zimą nikt tam nie chodzi, więc ich tam pewnie nie ma. Tak mówi Murat. Za domem Murata kończy się droga. Latem biegnie dalej, ale zimą Murat to meta dla wędrowników. Zaprasza mnie na ajran, koniak, marmoladę i jabłka na zakąskę do koniaku. Dom z bali drewniacnych, surowy w środku, piec kaflowy, łóżka dwa metalowe, w korytarzyku worki z ziarnem dla niezliczonych indyków i kur. Krowy i owce poznaczyły teren w promieniu kilkuset metrów. Dla zwierząt ogrodzenia nie mają żadnego znaczenia. Gospodarz, mimo iż posunięty w latach dość dziarski. Kufajka niebieska, czapka w stylu kaukaskim, gumowce. Złote zęby dawno raczej nie myte. Oczy duże, brązowe, bystro i patrzące lubieżnie. Twierdził, że tak młodo wygląda od kremów, które sam wyrabia z okolicznych ziół. Podobno przyjeżdżają po nie nawet Moskwiczanki. Widocznie nie tylko po kremy. On jest szczęśliwy, większą część roku żyje tu ze swym pierzastym inwentarzem, blisko przyrody, dyszy czystym powietrzem. Czasem odwiedzają go żona z córką, mieszkające w Niżnej Teberdzie. Murat z niespożytą energią i wytrwałością próbuje mnie przekonać, że jest w stanie mnie uszczęśliwić. Wiele kobiet już uszczęśliwił, a ja to jednak nic nie rozumiem z życia.
W Teberdzie odwiedzam muzeum przyrody i woliery z dzikimi zwierzętami. Mają tu lisiczkę na dwóch metrach kwadratowych, która niczym oszalała rzuca się na siatkę, próbując wygryźć w niej dziurę, niedźwiadka kaukaskiego, którego nauczyli robić nieprzywoite gesty, wilka Wołczuna, którego nauczyli pić piwo. Zwierzęta karmi się raz, bo państwo na więcej nie daje pieniędzy. Uprzejmy opiekun zwierząt, jeszcze młody ale zniszczony, o przekrwionych oczach i zapaszku wódczanym ciągnącym się za nim, opowiada mi o czterech jeziorach: szczęściu, miłości, namiętności...a nazwy czwartego nie zdradzi, ale może mi je chętnie pokazać. Ludzie się do siebie przybliżają wpatrując się w jego toń....

 

03.04.2007

 

Trzeci dzień pada bezustannie. Pierwszy urlop w tym roku, pierwszy spacer nad morzem w tym roku, pierwsza plaża i siąpi, siąpi, wieje wiatr. Tak ma byc do Wielkanocnej Niedzieli prawosławnej. A ja tak potrzebuję słońca i ciepła.
Dotyk wypolerowanych przez wodę kamieni, mokrych od fali, od deszczu, pierwszy zachód słońca nad morzem w tym roku, pierwsza bryza od morza. Trzeci raz w życiu Morze Czarne. Rzeczywiście czarne ... po burzy. Kolory morza i słońca, i nieba nad morzem po burzy są jak z obrazów Mikołaja Rericha. Sama na plaży, zamykam oczy.... morze szepce falą niespokojną....słyszysz? Nie, jednak nie sama ...kot brązowy z długą sierścią ociera się o mnie, ktoś nie skończył go golić wokół szyi - zwisa mu kłak sierści bezładnie, ma przejmujące seledynowe oczy. Nie sama, z bezdomnym człowiekiem z psem, pies chudy, człowiek brudny, zbiera śmieci i pali je albo znosi do swego schronu. Na coś mu się przydadzą. Może uchodźca z Abchazji ...

Jedna pani z Abchazji, zbierająca śmieci ale za pieniądze, mówi, że morze jest czarne, bo pełne siarki na dnie ...zgubioną w morzu srebrną biżuterię fale oddają całkiem poczerniałą... Pani uratowała mnie herbatą i suchą paschalną babką.

 

07.04.2007

 

Jeden z lepszych kurortów i ośrodków sportów zimowych w Rosji. Dla nowych ruskich, elit towarzyskich, w tym prezydenta.
Znajoma pani, sprzedająca wycieczki przy Dworcu Kolejowym w Soczi zachwalała Czerwoną Polanę. Czerwoną od wrzosów, nie od komunistów. Podobno nazwali ją tak starożytni Grecy.
Po moich nieudanych, indywidualnych eskapadach do Dagomysu (herbaciane domki) i na górę Ahun (ciągły deszcz, brak oznaczeń i środek nie-sezonu, więc wszystko zamknięte) kupuję u pani Łarisy zorganizowaną wycieczkę za 250 rubli. Niech już będzie, że zbiórka tu, zbiórka tam, godzina na to, pół godziny na owo, postój tam i owam, czekanie na spóźnialskich). Za to ciepły i suchy busik i ciekawe opowieści przewodniczki.
Kurort leży jakieś 50 km od Soczi. Mijamy po drodze Macestę, Hostę, Adler (ostatnie większe miasto i stacja kolejowa przed granicą z Abchazją). Wszystkie te miasteczka włączone są obecnie do Wielkiego Soczi obejmującego 150 km wybrzeża - to bodajże drugie miasto na świecie pod względem swej rozciągłości. Pani Wiera wskazuje na górę Ahun (na wysokości Macesty) i opowiada, jak Stalin wybrał się tam kiedyś na spacer i porażony pięknym widokiem ze szczytu, w przypływie dobroci dla ludu pracującego w 102 dni wybudował 11 kilometrową szosę na szczyt. Niech i dla zwykłych śmiertelników będę dostępne cudowne lanszafty.
W Adlerze jest delfinarium. Kiedyś do delfinarium przyjechała zrozpaczona mama z Syberii z synkiem Wową, który milczał od 8 lat. Delfiny wzięły chłopca między siebie, aby razem popływać. Kiedy go zwróciły matce, zaczął śpiewać. Nawet rozmawiał przez jakiś czas. Potem znów przestał. Lekarze na koniec to doszli do wniosku, iż Wowa jest IMAGO, żyje w zawieszeniu między 3 i 4 wymiarem. Życie z ludźmi należącymi do 3 wymiaru jest dla niego nudne i dlatego milczy. Delfiny zaś porozumiewają się falami o wibracjach właściwych dla 4 wymiaru, dlatego chłopcu było z nimi ciekawiej. Kto wie, czy to prawda. Jestem skłonna w to wierzyć.
Po drodze do Krasnej Poliany zatrzymujemy się przy wodospadzie Dziewicze łzy, aby rytualnie obmyć twarz, jak czyniły to kobiety w czasach wojny kaukaskiej. Opłakiwały swoich poległych mężów. Ten obyczaj przetwał do dziś z małą poprawką. Teraz obmywając lico wypowiada się słowa: Oby nikt po mnie nie płakał, obym ja po nikim nie płakała.
Na polanie jemy obiad u potomków starożytnych Greków, którzy trudnią się pszczelarstwem. Można u nich kupić unikatowy kaukaski miód od rzadkiej (występującej tylko tu i na południu Francji) rasy pszczół kaukaskich i inne miodowe specyfiki.
I kulminacyjny punkt wycieczki - wjazd na 2238 metrów wyciągiem krzesełkowo-wagonikowym, który trwa... 2 godziny i wymaga 4 przesiadek. A na szczycie zadymka, zimno, nic nie widać. Cała przyjemność kosztuje... 700 rubli.
Rosja będzie gospodarzem zimowych igrzysk w 2014 r, które odbędą się w Soczi-Krasnej Polianie. Już trwają prace modernizacyjne, budowlane.

 

12.04.2007

 

"...Każdy kamień był w cenie byka, wagą równy ośmiu bykom,
Każdy kamień ciągnęło dwanaście byków, łąmiąc kopyta od wysiłku
Każdy kamień ciosało przez dwanaście dni czterech kamieniarzy..."

To moje wolne tłumaczenie z narodowej epopei Inguszy - Pieśni o tym jak powstała wieża. Taką wieżę budowano rok używając jako spoiwa lepiku z jajek. A zniszczyć można ją w sekundę, zrzucając bombę. Niewiele zostało juz takich wież w kraju Wajnachów (Czeczenów i Inguszy). Wieża widnieje w godle Inguszetii, jest symbolem tożsamości tego niewielkiego narodu. Zobaczenie wież na własne oczy wymaga sporej gimnastyki, znajdują się w strefie przygranicznej, do której nie wpuszcza się zagranicznych turystów bez zezwolenia FSB, a takiego zezwolenia się nie dostaje ... zazwyczaj.

 

12.01.2008

 

Chłodny, niedzielny poranek listopadowy. Wyciągam Kacpra na spacer do Magasu - nowiutkiej, jeszcze nie zbudowanej stolicy Inguszetii. To niedaleko - 4 km, można na piechotę, ale chcemy pojechać autobusem. Czekamy na niego 45 minut na dworcu autobusowym, bo do Magasu w weekend nikt nie jeździ. Tam się tylko pracuje i uczy.
W wolne dni wszyscy wracaja do Nazrania lub innych miejscowości.

W szczerym polu kilka bloków mieszkalnych w eurostandarcie, siedziby organów władz - parlamentu, administracji prezdenta, siedziba główna ZUS, siedziba główna FSB i urząd skarbowy, uniwerek, boisko i to wszystko. Miasto jak wymarłe, kilkoro podrostków lepiących bałwana, pan w mundurze zapytujący: Zgubiliście tu coś? W niedzielę budowlane roboty postepowały pełną parą. Zaszliśmy do sklepu spożywczego obejrzeć asortyment i porównać go z bazarowym nazranowskim. Zaciekawiły nas alkohole, likiery z żórawiną z Helsinek, absynty i inne specjały. W Nazraniu raczyliśmy się głównie piwem z litrowych albo dwulitrowych butelek plastikowych, więc nie dziw, że procenty w eurostandardzie bardzo nam się spodobały. Jednak nie zakupiliśmy niczego po zanalizowaniu zawartości portfela.
Magasu broni posterunek wojskowy, wyposażony w działko, ale nikt z jego niedzielnych lokatorów nas nie zaczepiał. Za to w drodze powrotnej oglądaliśmy z bliska przejeżdzające środkiem szosy BTRy, sztuk dwa.
Magas od grudnia 2002 roku to oficjalna stolica republiki Inguszetia.
Miasto o tej nazwie istniało na terenie dzisiejszej Inguszetii już w II wieku n.e. W XIII wieku zostało zniszczone przez Batu-chana a dokończone przez Timura.
W 1994 roku były prezydent Inguszetii Rusłan Auszew rozpoczął budowę na miejscu starożytnego miasta nowej stolicy Inguszetii. Od 1998 roku miasto jest siedzibą prezydenta, a od 1999 roku siedzibą rządu i parlamentu.
Te domy w eurostandardzie mają służyć ok 30 tys. rodzinom pracowników administracji państwowej.
19 grudnia 2002 roku obecny prezydent Inguszetii Murat Ziazikow wydał dekret, w którym ogłosił 15 kwietnia Dniem miasta Magas - stolicy Republiki Inguszetia.