Brak oglądanych wycieczek
 
 

Jesteśmy członkiem
Polskiej Izby
Turystycznej
 

Skontaktuj się z nami telefonicznie:
tel. 801 535 545
tel. 12 422 50 61
tel. 12 422 22 09

lub porozmawiaj z kórymś z naszych konsultantów:

Marta

 

Bajkał 2008 [ANI]

"Bajkal 2008"

 

Anna K.

 

 

6.07.2008

 

Wsiadam do pociągu w Katowicach wraz z Szymonem, Adamem i Piotrkiem. Znajduje się już w nim Wojciech, a Kazia i Wiola wsiadają dopiero w Krakowie. W ten sposób zaczynamy naszą bajkalską przygodę.

Wysiadamy z pociągu i udajemy się do busa, który zawozi nas na przejście graniczne w Medyce.

 

Do granicy jest kolejka, ale turyści są puszczani przed tzw. mrówkami . W ten sposób znajdujemy się na Ukrainie. Za przejściem granicznym wsiadamy do busa w kierunku Lwowa...

 

Po ok. 2,5 godziny podróży wysiadamy we Lwowie. Dworzec kolejowy jest bardzo okazały i zadbany, czego nie można powiedzieć o reszcie miasta. Lwów jest bardzo ciekawym, starym miastem, ale niestety dość zapuszczonym.Zwiedzamy okolice rynku i poszukujemy miejsca w którym można by tanio i dobrze zjeść- co nie jest łatwe. Całe to zwiedzanie kończy się degustacją Ukraińskiej wódki w podziemnej knajpce. Wieczorem udajemy się do polskiego księdza u którego mieliśmy nocować. Jesteśmy wykończeni po nieprzespanej nocy i całym dniu. Przesuwamy wskazówki zegarków o godzinę.
Rano ciężko nam się zwlec z łóżek. Pakujemy się i zostawiamy księdzu na pościeli "co łaska", udajemy się na marszrutkę w kierunku dworca kolejowego. Czeka już na nas pociąg do Moskwy.
Do Moskwy jedziemy mniej więcej dobę. W pociągu zapoznajemy się z klimatem panującym w wagonach plackartnych.

 

 8.07.2008

 

Wysiadamy w Moskwie. Na dworcu próbujemy zdobyć bilety powrotne zgodnie z planem, ale jest to nie możliwe, ze względu na brak miejsc i tym sposobem jesteśmy zmuszeni zrezygnować z obejrzenia zaćmienia słońca w Nowosybirsku i do tego jechać lepszą i duużo droższą klasą.
Udajemy się Metrem na Dworzec Jarosławski z którego odjeżdża kolej transsyberyjska.

 

 

9.07.2008

 

Od samego wejścia do pociągu integrujemy się z innymi pasażerami. Nie jest to trudne w wagonie pełnym ludzi. Tym bardziej, że nie próżnujemy tylko od razu otwieramy rosyjską wódkę. Widząc dobrą zabawę Rosjanie tym bardziej do nas zagadują ;)
W związku z tym, mimo wszelkich niewygód związanych z podróżą trwającą niemal cztery doby (temperatura w dzień to ponad 30 stopni, brak prysznica itp.), czas nam mija szybko...

 

W większych miastach pociąg zatrzymuje się na dłużej (max 40 min), więc mamy możliwość wyskoczenia do sklepów i zaopatrzenia się w żywność i zimne napoje.
W mniejszych miastach natomiast na dworcu sprzedają miejscowe "babuszki". Można u nich kupić od tradycyjnych pierożków po wędzone ryby.

 

10.07.2008

 

W podróży jesteśmy dość "rozstrojeni" w związku ze zmianą stref czasowych. Co jakiś czas dodajemy godzinę na naszych zegarkach. I ciągle gonimy słońce...
W całej Rosji jest 11 stref czasowych, jak oni sobie z tym radzą?!

W Nowosybirsku mamy chwilę żeby podziwiać monumentalny i wyłożony marmurami dworzec. /respect/

 

 

12.07.2008

 

W Irkucku na dworcu przywitał nas posłaniec z hostelu (Baikal Hostel) w którym mieliśmy mieć nocleg. Zdziwiliśmy sie bardzo ujrzawszy chłopaka trzymającego w rękach kartkę z imieniem i nazwiskiem jednego z nas. Chłopak doprowadził nas do hostelu ale nie był zbytnio zorientowany, bo przez pomyłkę wsiedliśmy do innej marszrutki niż powinniśmy, musieliśmy wysiąść kiedy sie zorientował i resztę drogi do hostelu pokonaliśmy pieszo.
W hostelu skorzystaliśmy w końcu z prysznica. Można było też skorzystać z internetu. W hostelu ugotowaliśmy sobie obiad, a wieczorem zorganizowaliśmy spotkanie przy wódce z innymi lokatorami. Było dość wesoło do późna..
Następnego dnia pozbieraliśmy się żeby pozwiedzać Irkuck. Zobaczyliśmy okolice rynku i uliczkę ze starymi drewnianymi domkami. Oprócz tego chcieliśmy się zaopatrzyć w moskitiery na targowisku, ale nie udało nam się. Tego dnia znowu robiliśmy obiad w hostelu bo ciężko było znaleźć na mieście miejsce w którym można by dobrze i tanio zjeść. Rosja zaskoczyła nas poziomem cen.
Następnego dnia chcieliśmy dojechać na wyspę Olchon, ale wieczorem dowiedzieliśmy się że trzeba rezerwować miejsca w autobusie z Irkucka, o czym wcześniej niestety nie pomyśleliśmy. Tak więc następnego dnia wczesnym rankiem udaliśmy się na dworzec autobusowy i faktycznie nie było biletów. Kupiliśmy bilet do Jelancy.

 

 

15.07.2008

 

Podróż marszrutką była pełna wrażeń ;) W Jelancy udało nam się namówić jednego pana żeby nas zawiózł na prom, jechaliśmy w bardzo ciekawych warunkach- dwie osoby siedziały w bagażniku. Już po drodze mogliśmy podziwiać wspaniałe widoki. Promem na Olchon przedostajemy się pieszo. Za promem łapiemy marszrutkę do Chiżiru.

 

Na Olchonie w wiosce Chużir rozbijamy obóz i byczymy się dwie noce. Na trzecią przenosimy się w inne malownicze miejsce. Załatwiamy sobie wycieczkę na przylądek Choboj, degustujemy miejscowe przysmaki, czyli omula i zupę z omula- uchę. Przejażdżki po Olchonie marszrutką dostarcza nam wiele emocji... Ostatnią noc na Olchonie spędzamy w Uzurach.

 

 

17.07.2008

 

Wioska Uzury posiada swój nieodparty urok. Można się zakochać w tym miejscu. Mała kamienista plaża, malowniczy zachód słońca, parę małych drewnianych domków i gęsi... oto co zapamiętałam z tego miejsca.
Olchon podobno słynie z rzadkich opadów deszczu, my zaznaliśmy już tego dnia deszcz... co więcej wieczorem przyszła burza...
Spędzamy tu tylko noc, rano przy brzegu czeka już na nas kuter na półwysep Święty Nos.

 

18.07.2008

 

Płynęliśmy kutrem około 7 godzin. Docieramy do Ust -Barguzin, przybijamy do portu, w którym stoi przy brzegu parę zardzewiałych statków itp. Do miasteczka udajemy się na zakupy i załatwiamy sobie transport na Święty Nos. Zawozi nas tam policjant. Przeprawiamy się promem na drugi brzeg rzeki, wjeżdżamy do Parku Narodowego jako miejscowi- za sprawą policjanta -kierowcy nie musimy płacić za wstęp do Parku. Droga do Glinki to raczej trasa tylko dla samochodów terenowych, pokonujemy więc ten ponad 30 kilometrowy kawałek w niezłych turbulencjach. Wysiadamy w Glince, gdzie rozbijamy namioty.

 

19.07.2008

 

Na Świętym Nosie obraliśmy sobie za cel zdobycie jego szczytu- Glinki 1877 m n.p.m
Wiedzieliśmy że nie będzie łatwo, ostrzegano nas przed bardzo stromymi podejściami. Mimo to rankiem następnego dnia zwinęliśmy namioty i wyruszyliśmy w drogę wraz z całym ekwipunkiem, a mieliśmy dość ciężkie plecaki. Po drodze oczywiście spotkaliśmy Polaków.
Tak jak podejrzewaliśmy- było ciężko. Plecaki dawały w kość, a przed nami mnóstwo stromych podejść. Wiedzieliśmy że nie damy rady wejść tego dnia na szczyt. Byliśmy mniej więcej w połowie drogi i byliśmy zmuszeni nocować na szlaku. W związku z tym że nie było miejsca na rozbicie namiotów, rozbiliśmy szałas z plandeki. Rano, po nieprzespanej nocy w szałasie, wyruszyliśmy w drogę.
Aura nam jednak nie sprzyjała bo przeszliśmy parę metrów i zaczęło padać. Chwilę przeczekaliśmy pod plandeką i zdecydowaliśmy się iść dalej. Okazało się że rosyjskie szlaki są nieoznakowane, o ile w ogóle są...
Sami szukaliśmy sobie najlepszej trasy. W dodatku kończyła nam się woda i siły...
Jednak udało się, tego dnia weszliśmy na szczyt. Okazało się że na szczycie są idealne warunki na rozbicie obozu, łąka, mchy i w dodatku są źródełka...!Jesteśmy uratowani!
Na szczycie spędzamy cały kolejny dzień i odpoczywamy.
Na drogę powrotną obraliśmy inny szlak, według mapy. Ale jak się już zdążyliśmy wcześniej przekonać w Rosji ciężko o oznaczone szlaki... Było bardzo ciężko, a gdy już zeszliśmy z grani natknęliśmy się na...niedźwiedzia! Odpaliliśmy petardę i misio uciekł gdzie pieprz rośnie. Kolejną noc też zmuszeni byliśmy spędzić w górach. I kończyła się nam woda pitna. Jednak w nocy była burza i spadł deszcz, więc nałapaliśmy deszczówki- mieliśmy wodę na kolejny dzień.
Dzień przedzierania się przez tajgę. Ale udało się dotarliśmy z powrotem nad Bajkał. Co więcej rozbiliśmy się tuż obok bardzo miłych Rosjan, którzy zaprosili nas do siebie na herbatę i wódkę ;) Rosjanie okazali się być bardzo uprzejmi i gościnni.
W tym miejscu spędziliśmy kolejne 2 dni, żeby wypocząć, wykąpać się w Bajkale i degustować omula.
Niestety zdarzył się też wypadek. Adam machnął sobie siekierą w nogę. Na szczęście szybko udzielono mu pierwszej pomocy, skończyło się na 7 szwach.
Ze Świętego Nosa rozpoczynamy już właściwie naszą drogę powrotną. Udajemy się do Ust -Barguzin, skąd mamy marszrutkę do Ułan- Ude.

Święty Nos jednym słowem -niezapomniane przeżycia!
Sedno całej wyprawy syberyjskiej.

 

 

26.07.2008

 

w Ust -Barguzin spędzamy noc na podłodze w kuchni w bazie turystycznej. A stało się tak za sprawą siekiery, deszczu i późnej pory... Jednym słowem długa historia.
Następnego dnia wyruszamy do Ułan-Ude.

 

 

27.07.2008

 

Trasa z Ust -Barguzin miała około 300 km, z tego kilkadziesiąt asfaltem. Drogi są tam naprawdę harcorowe.
W Ułan-Ude spędzamy jeden deszczowy dzień. Wieczorem mamy pociąg do Sludianki.

 

28.07.2008

 

W związku z tym że do Sludianki docieramy o 4 nad ranem spędzamy noc na dworcu. Tym bardziej że za parę groszy mogliśmy rozłożyć karimaty w miarę czystym i bezpiecznym miejscu żeby się przespać.
Rankiem gdy grupa spała pojechaliśmy z Szymonem do Muzeum Mineralogicznego. Cały zbiór mieści się w jednym pokoju - pomimo tego jest tam naprawdę wiele okazów minerałów, także tych niespotykanych nigdzie indziej.

W południe wsiedliśmy do kolei Krugobajkalskiej (najstarsza część kolei, ponad 30 tuneli na trasie)

 

Po dotarciu do Portu Bajkał zaopatrujemy się w pobliskich sklepach. Rozbijamy namioty. Rano idziemy na prom, żeby dostać się do Listwianki.

 

 

29.07.2008

 

W Listwiance idziemy do Muzeum w którym możemy podziwiać dwie okazałe nerpy. Spędzamy tu ostatnią noc nad Bajkałem...

 

 

30.07.2008

 

Wracamy do Irkucka, skąd mamy kolej transsyberyjską do Moskwy. Zaopatrujemy się w tutaj w prowiant na drogę, jak i pamiątki wszelakiego rodzaju na tutejszym targowisku.
W tramwaju zaczepia nas Rosjanin mówiący po polsku, twierdzi on że polskiego uczy się sam. Musieliśmy mu przypaść do gustu, bo odprowadził nas na sam peron...a nawet pomógł nam zanieść bagaże do pociągu...

 

 

3.08.2008

 

W drodze powrotnej nie omieszkaliśmy zwiedzić Moskwy.
Poszczęściło nam się, bo gdy jechaliśmy nad Bajkał, spotkaliśmy w pociągu Polaków którzy w związku z tym że sami nie mogli skorzystać ( mała zmiana planów), oddali nam swoje bilety na moskiewskie metro :) A przyznam że fundusze nam się już kończyły, więc gdyby nie ta mała pomoc może nie było by nam dane zobaczyć Moskwy.
Zależało nam tam jedynie żeby stanąć na Placu Czerwonym. I tak też się stało. Odwiedziliśmy także mauzoleum Lenina. Przeszliśmy się także znaną moskiewską ulicą Arbat.
Na koniec jedziemy na dworzec Kijowski, skąd mamy pociąg do Lwowa.
W tym miejscu muszę wspomnieć o bardzo niemiłej pani prowadnicy, uprzedzonej do Polaków. Pierwszy raz spotkaliśmy na naszej drodze kogoś tak nastawionego do nas. Trudno.

Kolejna przesiadka- Lwów

 

4.08.2008

 

W Lwowie większość czasu spędzamy w parku przy dworcu i wymieniamy się- ktoś zostaje przy bagażach, ktoś idzie na miasto.
Na Ukrainie opłaca się jeszcze kupować alkohol i papierosy. Jednak jest limit przy przechodzeniu przez granicę.
Tyle, że nas nikt nie sprawdzał.

 

Z Lwowa udajemy się busem na przejście graniczne. Po drodze pada deszcz. Przechodzimy granicę. Polska wita nas płonącym niebem...

Za granicą wsiadamy do busa, w którym jest już duuużo ludzi (w tym dość agresywne osobniki).
Udaje nam się zmieścić wraz z bagażami- dziękujemy panu kierowcy za wyrozumiałość...

 

W Przemyślu udajemy się czym prędzej na dworzec. Zdążyliśmy na ostatni pociąg.
W przedziale wznosimy ostatni już toast ukraińskim trunkiem. Zasypiamy i budzimy się przed Katowicami.

 

 

Po wyjściu z pociągu rytualne już pożegnalne omse-madomse i mowa końcowa....iiii....obietnica spotkania się jak najszybciej na spotkaniu pobajkalskim!


5.08.2008

Na koniec kilka cennych rad dla chcących wybrać się nad Bajkał (made by Heman) :

1. Dokumenty, formalności:

- wizę chcieliśmy załatwić sami. Okazało się jednak, że konsul w Krakowie wydaje wizy tylko na 2 tygodnie(podobno takie widzimisię). Ostatecznie musieliśmy skorzystać z usług biura AINA. Załatwiali nam wizy w Gdańsku. Trwało to niecały tydzień.

- ubezpieczenie wykupiliśmy w firmie Signal Iduna. W sumie nie było problemów. Choć ich wersja ubezpieczenia bagażu jest dość komiczna - właściwie to ubezpiecza chyba tylko skarpetki i majtki na dupie.

- voucher kupowaliśmy w Ainie.

- wiele mówiło i czytało się o POŚWIADCZENIU ZAMELDOWANIA na terenie Rosji. Załatwiali nam to ludzie z Baikal Hostelu w Irkucku za 300 rubli od osoby. Słyszeliśmy, że da się to załatwić samemu na poczcie i kosztuje to 180 rubli. Prawda jest taka, ze nikt nigdzie (ani na granicy, ani milicja - z którą nie mieliśmy przyjemności) nie wymagał od nas tego papierka.


2. Bilety:

- na kolej transsyberyjską kupowaliśmy bilety we Lwowie na miesiąc przed wyjazdem. Pobierano tam od nas około 100 zł prowizji od każdego biletu

- najbardziej opłaca się zamówić bilety przez internet: nie ma prowizji itp. Bilety odbiera się w kasach na dworcu. Znajomi kupowali w ten sposób (myśmy się obawiali), nie dość, że kupili bilet na 2 dni przed wyjazdem to jeszcze po normalnej cenie

- jeśli się da należy kupować/rezerwować wszystkie bilety wcześniej. W tamte rejony świata jeździ teraz bardzo dużo ludzi i naprawdę są problemy. My nie kupiliśmy biletu z Irkucka na Olchon, bo nie było miejsc.

- wynajmując miejscowych warto targować się o cenę za przejazd



3. Kolej transsyberyjska:

- jest paskudnie gorąco, tylko niektóre okna się otwierają

- wbrew pozorom jest wygodna

- trzeba uważać na tak zwane "strefy sanitarne": występują one w okolicach miast ( na 30 lub 60 minut przed i za miastem), kibelki są wtedy pozamykane.

- suche szampony? Według nas niepotrzebne. Prysznic można sobie zrobić w kibelku, polewając się bez oporów wodą z kubka. Woda z podłogi spłynie przez dziurę.

- u prowadnic (pań opiekujących się wagonem) można kupić piwo, kawę, słodycze i in. Ceny niższa niż w wagonie restauracyjnym

- warto pytać prowadnice o czas postoju na stacji, a po za tym i tak patrzeć na pociąg. Czasem okazuje się, że odjeżdża wcześniej.



4. Nadbajkalska rzeczywistość:

- ceny są takie jak w Polsce lub ... większe. Tania jest tylko wódka i papierosy

- ludzie są niezwykle życzliwi i przyjaźni. O animozjach mówią politycy, "na dole" niczego takiego nie ma.

- wodę z Bajkału można spokojnie pić bez gotowania, tak samo ze strumyków na Św. Nosie czy deszczówkę. Wiadomo, że można różnie trafić, my nie mieliśmy z tego powodu żadnych nieprzyjemności.

- dworce są naprawdę bezpieczne, bez porównania do polskich.

- dobrą metodą na niedźwiedzie okazały się zwykłe petardy. Spotkaliśmy Polaków, których odstraszaczem była puszka po piwie z kamykami.


Powyższe "rady" wynikają z naszego doświadczenia. Nasze przygody nie muszą być regułą.


ADRESY:

- Lwów: nocleg u polskiego księdza. Przyjmuje on turystów na nocleg za "co łaska" po wcześniejszym umówieniu się.
telefony: +380322216535 oraz +380979682138

- Irkuck: Baikal Hostel - http://www.baikalhostels.ru/ - polecamy

- Ust-Barguzin: kapitan statku - Nikołaj Niczkow, ul. Gagarina 1, 91-802 Ust-Barguzin; telefon: 89 24 396 22 40


CENY:
1 UAH = 0,50 PLN
1 RUB = 0,10 PLN

1. Przejazdy:
- Szegini - Lwów 14 UAH
- Lwów - Moskwa 273 UAH
- Moskwa - Irkuck 859 UAH

- Irkuck - Jelancy 270 RUB
- Jelancy - do promu 71 RUB - 500 RUB/7 osób
- od promu - Chużir 71 RUB - 500 RUB/7 osób
- Chużir - Uzury 214 RUB - 1500 RUB/7 osób
- Uzury - Ust-Barguzin 2571 RUB - 18 000 RUB/7 osób
- Ust-Barguzin - Glinka 296 RUB - 2000 RUB/7 osób
- Ust-Barguzin - Ułan-Ude 400 RUB
- Ułan-Ude - Sljudianka 386 RUB
- Sljudianka - Port Bajkał 46 RUB
- Port Bajakał - Listwianka 35 RUB
- Listwianka - Irkuck 83 RUB

2. Inne:
- wycieczka na przylądek Choboj 400 RUB
- muzeum w Sljudiance 100 RUB
- muzeum w Listwiance 100 RUB